Ten dzień jest dniem, który wolałbym przespać. Odebrałem rower z serwisu i jeszcze upewniłem się czy aby na pewno zabierałem licznik...zabierałem. Sigmy nie ma. Ale to mały pryszcz do tego co się wydarzyło po robocie...miałem bliskie spotkanie ze znakiem drogowym, zawinąłem się wokoło a straty materialne są przeogromne. Nowy ericson K770i po zderzeniu wygląda jak banan i oczywiście teraz jest już bezużyteczny bo nawet nie chce się uruchomić...prawa klamka pozawijała się jak makaron i połamałem manetkę. Nic tylko się WKURWIĆ! Jeszcze wczoraj by leżał płasko.. :(
Ja zajechany i rower zajechany! Kolejny dzień nie oszczędzam siebie o rowerze nie wspomnę bo od jakiegoś czasu ledwo zipie...korba do wymiany najlepiej z łańcuchem i kasetką, i zauważyłem że w tylny kole dwie szprychy latają. Ale dziś powtórka z rozrywki wybrałem się do WPN-u. Zaliczyłem te same czekpointy co w sobotę ale w skróconej wersji bo czas gonił. Do roboty oczywiście się spóźniłem.. Zimno jak cholera!
Dzień po dniu i taki dystans! tym razem Puszcza Zielonka. Trzeba przyznać że jest to ciekawe miejsce dla maniaków MTB. Dosłownie setki kilometrów lasami, zdażyły się i strome podjazdy..kręte zjazdy...po prostu miodzio :)
Był tam taki niebieski szlak od Zielonki do Tuczna, chyba jest przeznaczony dla pieszej turystyki. Ale co fajnego tam zobaczyłem...lisek wybiegła mi na ścieżkę i sobie spaceruje z 10 metrów przede mną. Nie zdążyłem wyciągnąć aparatu i się spłoszył wlatując w krzaki a stamtąd wyskakują 3 sarny i kicają sobie do lasu :)
Nawpierdzialałem się jak nigdy: wypiłem 2 litry wody, zjadłem 2 banany, tabliczkę czekolady z orzechami, 3 śląskie, 2 bułki, pizzerkę, paczkę laysów, paczkę ciastek, ciastko z kremem i zagryzłem keba
Wypadzik z Małą i jej nowym nabytkiem <CORRATEC MOTION> do WPN-u. Wyjazd z domu na ścieżke rowerową , ze ścieżki wskoczyliśmy do lasu Dębiny a dalej chodnikiem do Lubonia , gdzie na końcu miejscowości odbiliśmy pod górkę pod wiaduktem kolejowym do Wir. Następnie do lasu i WPN stanął otworem...rundka wokół jeziora Jarosławieckiego i z powrotem. Miło się jechało do czasu aż nie wyjechaliśmy z lasu, wiatr zaczął ścinać głowy a do tego mżawka... i tak się dokończyliśmy przejażdzkę prawie tym samym śladem. V max - 44.13 km/h
...wsiadłem na rower zdać w końcu index na uczelnie bo się tu u mnie kurzy, niech trochę u nich się pokurzy. Pierwszy kontakt z uczelnią od czerwca i już musieli wkur.. na siłę mi wcisnęli numery kont całej grupy: "to jak nie ma jakiegoś starosty grupy to pan zostanie i się tym zajmie" (...) A po obiedzie skoczyłem do Strzeszynka. Powrót był masakryczny, jakieś 10 km w lesie a słońce już dawno po zachodzie i ciemno jak w dupie.
Byłem sobie na Osowej Górze. Asfaltami przez luboń - puszczykowo. Fajna górka i widać uczęszczana przez cyklistów , podjazdy dość strome. Wszystkie 3 asfaltowe od strony Mosiny zaliczone jeden leśny zjazd i podjazd tą samą ścieżką...trza by było się tam bardziej zakręcić. Ciekawe miejsce i należy do WPN-u. V max - 64,24 km/h